LYRICS.AZ APPLICATION

Download from Apple Store
Download from Google Play

Tozu Productions - Witaj / K.A.M.E.L.E.O.N. lyrics

[Zwrotka1]

Witaj. Nie jestem z tych, których znasz
Czytaj z moich ust, teraz opowiadam i dam
Ci wykaz wraz ze schematem co mam
I dlaczego ze światem nie jestem na "siema"
Nie lubimy się, choć czasem nam się splata
Ta nić, co każdy z nas ją plecie za plecami i
Gubimy się między węzłami i raptem
Znajdujemy się między wierszami na chwilę
Niby gramy w tę samą grę, lecz mamy zasady
Zupełnie inne i ja nie umiem się pławić
We wzgórzach bogactw jakie oferuje mi dziś
Ten świat, jak mi wciska w gardło krzyż
Wypluwam już zbyt dużo dziennie i nie chcę
Kaszlu, ale jak już doszczętnie blednę
I nie mam tlenu, to z płuc wydobywa mi się
Odgłos wyrzucanego gruzu na zewnątrz

[Refren]

Konsekwencja – wprowadza mnie w mój świat
Analiza – określa wartościowanie spraw
Miara moja – która ujednolica fakty i
Energia – pozwalająca bym był sprawny
Letarg – w który wpadam tak często bardzo
Elokwencja – dzięki niej ubieram go w słowa
Orientacja – przez nią łapie, że to bagno
Nawigacja – sprawiająca, że wiem jak się wydostać

[Zwrotka2]

Słuchaj. Ta rzeczywistość kuje mnie
I wrzuca szlaban przed oczy me
Co zakłóca percepcję, ale i tak widzę, że
[Lyrics from: https:/lyrics.az/tozu-productions/-/witaj-k-a-m-e-l-e-o-n.html]
Nie jest wszystko biało-czerwone
W paski. Wiem co powiesz mi: nie mam racji
Ja już mówiłem Ci, że nie jestem z tych
Co nie są w matni, chcą zgodnie żyć
To wszystko żarty i pozory, gra w karty
Do obory mnie nikt nie wpędzi widłami
Ignoruję slogany i ignoruję szlabany
Ignoruję świat, lecz żyje w nim
Więc gotuję to co mam aż do czerwoności
Łykam to parząc przy tym przełyk
I spadam na dno jak do potoku kamyk
Po czym siadam naprzeciwko kogoś jak ty
I plując tym, oczekuję jakiejś reakcji

[Refren]

[Zwrotka3]

Widzisz już lepiej jak przebiega przebieg
Myśli mych. Na wybiegach drewnianych
Ludzie-modelki mają nogi zgrabne a ja
Potykam się co deska i odbijam jak pestka
Od chodnika, co nie chciał donieść jej przechodzeń
Do śmietnika. Jednak, w tych międzywierszach
Bywam szczęśliwy i gdy to nastaje
To zdobywam szczyty i wtedy nadaje
Nie jak ci co znasz ich wciąż, bo człowiekiem jestem
Z pasją niewyobrażalną jak wąż, który
Zjada słoniątko i strawia je
Sam nie wiem ile.. No jak długo?
Żegnaj. Kiedyś znów się spotkamy między węzłami
Lub na granicy przęsła gdzieś w dziczy
Miejsca co zaliczyć je należy
Do pełnego wszechświata międzymacierzy

[Refren]

Correct these Lyrics