LYRICS.AZ APPLICATION

Download from Apple Store
Download from Google Play

Tozu Productions - Lubelskie Legendy lyrics

[Zwrotka1]

Wziąłem prysznic, wytarłem się ręcznikiem
Ale zamiast wody przy wyżymaniu poleciały iskry
Wypadek dziwny, spojrzałem w swe źrenice
Ale tylko przez chwilę, bo lustro stopiłem spojrzeniem swym
Wyszedłem z łazienki, trochę zaniepokojony
Nie otwierając drzwi zostawiłem za sobą rozgrzane framugi
Czy jestem przeklęty? Na stole odcisk dłoni
Wypaliłem ogniem czarcim. Gdzie się urodziłem? Lublin
Czas na sąd trybunalski. Nie potrzebuje broni
Diabelska sprawiedliwość. Strzeżcie się magnaci
Czas na sąd szarlatański. Pod kapturem rogi
Paradoksalna uczciwość w centrum starówki
Swych mocy piekielnych, na pohybel prawomocnym
Panom i paniom, od żebraka do starosty
Użyję by berło dzierżyć. W rozgrzane kotły
Włożę Wasze głowy, pozostawiając krwawy Plac Zamkowy

[Refren]

Przechodząc się Grodzką, poczuj mój ciepły cień
I zapamiętaj, że nie jesteś bezpieczny
Ogarnie Cię rozkosz rozgrzanych ziem
Koziego Grodu, wschodniej udręki
Uliczka Jezuicka, na wprost bramy
Świeci symbolem Twojej zagłady
Zapatrz się w lica ciemnej niewiasty
I po drodze do niej skończ żywot marny

[Zwrotka2]

U boku mam ją, kruczoczarnowłosa piękność
Która już nigdy nie zaufa, bo przez to nie żyje ona
Egzotyczny wzrok zwabi Was i poznacie piekło
[Lyrics from: https:/lyrics.az/tozu-productions/-/lubelskie-legendy.html]
Czując blizny i w katuszach ukształtowanego demona
Gdy Wam cieknie ślina, kapiąc ciurkiem na bruk
Zobaczycie zarys twarzy, o którym każdy śni
Lecz to co Wam spodnie napina, w ciągu chwil paru
Okaże się tym, co wysmaży Wam mózg, przez taniec opętańczy
Rozumiemy się bez słów, w poprzednim wcieleniu
Każde z nas doświadczyło tortur ze strony praworządnych
Naszą misją jest wkuć, w głowy ludu ten gwóźdź
Który spowoduje, że tłum zrozumie znaczenie ciemnej dogmy
Jeśli wpadniesz w moje sidła, to nie proś o nic
Jeśli wpadniesz w jej sidła, też jesteś stracony
Bo krzywda potrafi obudzić w istocie czarną siłę
Ona nigdy nie wybacza, a jej dawne imię to Inez

[Refren]

[Zwrotka3]

Kamień z Placu Bernardyńskiego dzierżę jako talizman
Naznaczony krwią niewinną co wpłynęła w jego szczerbę
Głośny krzyk nie jednego, który przy nim nie wytrwał
Zgładzony jego wyrwą co kumuluje wciąż nieszczęście
Nie podchodzi się do niego, jeśli nie zna się magi
Wdrożonej płomieniami na wieki wieków
Tu nie pomoże ego, on działa na nie jak wabik
Chcesz wplątany być w szarlatański deal? Nie kuś
Tu nie ma niewinnych, a świat jest spróchniały
I przez kataraktę to miasto wciąż traci kolory
Dołączę do nielicznych by ten uśmiech szczerbaty
Przez martwe kocie łby przeciągnąć na stos dorodny
Płońcie nędznicy, płońcie bogacze i Wy, mieszczanie
Anty-boska sprawiedliwość, wraz z atrybutami
By w tej dziczy równowagę znaleźć na stałe
Wznoszę dłonie rozgrzane, piękność u boku, na szyi kamień

[Refren]

Correct these Lyrics