LYRICS.AZ APPLICATION

Download from Apple Store
Download from Google Play

SoSpecial - Strefa komfortu lyrics

[Zwrotka 1: Paluch]
Miejskie realia płynę tu jak ryba w wodzie
Żadna Italia chmury przykrywają słońce
Wciąż anomalia ziomy zdradzają za drobne
Od dawna standard lojalni żyją tu samotnie
Moja strefa komfortu to nie hotele pięć gwiazdek
Wśród wydyganych snobów i chłopaków z ojca hajsem, (Jebać) bywam tam czasem popularność mniej tam męczy, jedyne z kim się kumam to ziomale z recepcji
życie bez masek bez kreacji pod publikę zawsze niedopasowany właśnie tak sam siebie widzę
Moje otoczenie ma na mnie wpływy nikłe
świadomy swej wartości umiem samodzielnie myśleć
Nie jestem głosem biedy nie jestem głosem bogów
Jestem głosem dla niemych tych bez ruchomych schodów, wygrzeję cię jak termy jak nie odbierasz kodów
Nie dotrą tutaj hieny, moja strefa komfortu

[Refren x2]
Rodzina żona dom w ich blokach moja wiara to ty z betonu tron dla mnie jak alkantara codzienny życia sztorm płynę na pełnych żaglach strefa komfortu strefa komfortu

[Zwrotka 2: Kobik]
Prawie wszędzie wiezie mnie taryfa nie private jet
Nie chcę spędzić życia na odwykach tak jak chevy chase, zdarza się że źle zasypiam ale kiedy budzę się
Zawsze uśmiechnięta micha żaden przypał tu nie wchodzi w grę
Więcej pieniędzy to więcej problemów a wydać je pierwsi i tak bez problemu
Ilu zostanie kolegów nie przytulisz się do papieru
I jak byś go nie przytulił co jeszcze chcesz mi wmówić
[Lyrics from: https:/lyrics.az/sospecial/-/strefa-komfortu.html]
Choć lubię Gucci Louis pewnych rzeczy się tu nie kupi
Możesz mnie dotknąć ale nie poruszysz za chuj mam ten komfort i konto
I co włożyć do garów choć talerze są z Ikei ja nie Sanchi, Rosenthal ważne ze mam z kim się dzielić kiedy kładę na nie
I to fakt światopogląd od lat bez zmian gdzie bym nie był gdzie nie mieszkał, ty nie wierzysz?
O to nie dbam i to nie kwestia podejścia
A razem z pensja rośnie cena cena cena cena to najważniejsze się nie zmienia

[Refren x2]
Rodzina żona dom w ich blokach moja wiara to ty z betonu tron dla mnie jak al kantara codzienny życia sztorm płynę na pełnych żaglach strefa komfortu strefa komfortu


[Zwrotka 3]
Śliscy koledzy jak w betonowym lesie kleszcze
Jak podasz rękę to przykleja się jak super glue
Miejski surwiwal wychowałem się w tych wodach leszcze
Od pasożytów blizny jak rekin w głębi móż
Nie chciałem zgnić na ośce choć trzymały mocno macki
Te nie przespane noce by odnaleźć styl bez kalki
Dziś mam świeżutką pościel i wysypiam się jak panicz
Strefa komfortu bronie dostępu do granic
Z psychiki szczątki ale tylko te najtwardsze jak czarne skrzynki przechowują informacje by pamiętać to co ważne a co w życiu nie gra roli ziomuś praca nad sobą mój jebany pracoholizm

[Refren x2]
Rodzina żona dom w ich blokach moja wiara to ty z betonu tron dla mnie jak al kantara codzienny życia sztorm płynę na pełnych żaglach strefa komfortu strefa komfortu [Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]

Correct these Lyrics